Twoje 9 miesięcy

Przyjaciele

Blog Renaty i Marty:
Blog parentingowy

Uzupełnienie informacji:

» Zabawki dla niemowląt

Ilość dzieci - nieograniczona

New York Times zaczyna swój tekst dość banalnie. Mamy więc parę i dziecko poczęte z wykorzystaniem metody in vitro i – co dość istotne – anonimowego dawcę spermy. Mamy kilka spokojnych lat, w czasie których dziecko rozwija się znakomicie. I mamy przyspieszenie, kiedy okazuje się, że syn wspomnianej pary ma rodzeństwo. Bardzo duże rodzeństwo. W sumie liczące nawet 150 dzieci.

Anonimowy dawca – szczęśliwy ojciec

Jak to możliwe? Haczyk kryje się w anonimowości dawcy. Mężczyzna, zdrowy, dobrze zbudowany, ze świetnymi wynikami – to idealny materiał na ojca, nawet nie swojego dziecka, prawda? Prawda! I tak też myślą rodzice, którzy nie mają innego wyboru niż zabieg in vitro z wykorzystaniem nasienia z banku spermy.

To sytuacja coraz częstsza, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Grup, w których dzieci zrodzone za pomocą in vitro mają po pięćdziesiąt i więcej rodzeństwa, przybywa. Przybywa też wątpliwości i problemów z tym związanych.

Zagrożenie w przyszłości

Rodzice, naukowcy, lekarze i sami dawcy spermy zaczynają dostrzegać negatywne strony tego zjawiska. Na przykład – zbyt duże rozprzestrzenienie się konkretnych genów w społeczeństwie. Albo możliwość rozmnażania wsobnego – czyli takiego, w którym uczestniczy przyrodnie rodzeństwo. To ostatnie tym groźniejsze, że prowadzące do licznych komplikacji. I tym bardziej możliwe, że dzieci urodzone z in vitro i nasienia tego samego dawcy często żyją w niewielkiej odległości od siebie.

Niektórzy rodzice próbują rozwiązywać problem na własną rękę. NYT przywołuje przykład matki, która na bieżąco informuje córkę o tym, kto może być jej rodzeństwem. Na wszelki wypadek, żeby uniknąć problemów. - To część edukacji seksualnej – wyjaśnia matka.

Problem w tym, że nie wszyscy rodzice są tak otwarci. A trudno spodziewać się, żeby o tego rodzaju sprawach rozmawiały w szkole. Przecież każdy ma prawo do prywatności.

Wielkie pieniądze, marne regulacje

Rozwiązania problemu nie ułatwia też fakt, że zabiegi in vitro to bardzo dochodowy biznes. Kliniki zarabiają krocie właśnie na tym, że korzystają z mniejszej liczby dawców zapładniając ich nasieniem za dużą liczbę kobiet. Wyciągają przy tym logiczny wniosek z faktu, że niektórzy dawcy są bardziej popularni od innych i wolą płacić tym, na których zarabiają.

Niektórzy wskazują, że w USA więcej jest regulacji na rynku samochodów niż w przemyśle in vitro. Przykład? Żaden handlarz nie wciśnie komuś samochodu, jeśli jego historia nie będzie udokumentowana. W przypadku in vitro takich reguł nie ma.

W krajach, takich jak Wielka Brytania, Francja czy Szwecja istnieją limity, określające ile dzieci może urodzić się z nasienia jednego dawcy. Rekomendacje naukowców są pod tym względem jasne – przy populacji liczącej 800 tys. osób na jednego dawcę może przypadać 25 dzieci.

Autor artykułu
Artykuł powstał we współpracy z Parens - Klinika Leczenia Niepłodności

Komentarze

Dodaj komentarz

 

Polecane książki

W oczekiwaniu na dziecko
Gry i zabawy dla dzieci

Nasz FanPage